Marcin Przybyłek - Gamedec
Recenzje [21.06.06]
Wirtualna rzeczywistość Marcina Przybyłka powraca, by już po raz drugi jadowicie pokąsać umysły spragnionych czytelników. W drugiej już części "Gamedeca" mamy do czynienia z absolutnie ostatecznym wymiarem science – fiction, osadzonym w bardzo dalekiej przyszłości i zaskakującym pomysłowością autora na jego realizację. Cała akcja w dodatku rozgrywa się w rejonie świata, który niegdyś nazywał się Warszawą.
Mieszkańcy owego Warsav-City znudzeni szarą codziennością mogą każdym ze swych zmysłów odczuwać tworzone przez programistów światy gier opartych na virtual reality. Wszystko to było zresztą w pierwszej części Gamedeca. Torkil Aymore, gierczany detektyw to praktycznie stuprocentowy stereotyp prywatnego detektywa według wzorca z amerykańskich filmów.
Jednakże płaszczyzną, na jakiej realizuje otrzymane zlecenia jest rzeczywistość mieszcząca się na komputerowych serwerach. Tajemnice i zagadki wymyślane przez stale zaskakujących swych klientów vr designerów są dla Gamedeca tym, czym zapach nadchodzącego sztormu dla doświadczonego marynarza. Nastrój tajemniczości i dreszczyk emocji udzielają się zarówno Torkilowi, jak i śledzącemu jego losy czytelnikowi.
Właśnie w I tomie dało się już słyszeć pewne echa problemu, jaki daje się zauważyć przy okazji intrygi związanej z głównym bohaterem. Otóż wirtualna rzeczywistość jest światem prawie idealnym, stworzonym na identycznych jak w realium zasadach. Tu właśnie pojawia się pierwsza możliwość, a mianowicie przenieść własną świadomość do sieci i tym samym zapewnić sobie coś w rodzaju nieśmiertelności. Wiele mieszkańców już tak zrobiło, korzystając z usług firm, za które płacić można zarówno pieniędzmi realnymi, jak i walutą uznawaną w danym świecie.
Tym sposobem możliwym staje się pomieszczenie ogromnej rzeszy obywateli w pamięci komputera co skutecznie zapobiega przeludnieniu planety. Jednakże rosnąca popularność sieci powoduje zaistnienie zjawiska zupełnie odwrotnego. Notowania firm powstałych i działających w realium spadają na łeb na szyję, gdy zachęceni cukierkowymi wizjami łatwej kariery ludzie realizują swe marzenia i plany w matriksie. Masa wzajemnych relacji pomiędzy całą masą światów i tym właściwym często podlega różnorodnym zaburzeniom, na ten przykład weźmy fakt zaistnienia spadku wartości pieniądza i bezrobocia w jednym z wymyślonych światów.
W "Sprzedawcach Lokomotyw" zaś nauka idzie dalej. Jedna z firm zajmujących się rozwojem i upowszechnianiem nanotechniki zaskakuje cały świat swą najnowszą ofertą. Chodzi oczywiście o mechaniczne mózgi, cybernetyczne pojemniki na dusze. Po skopiowaniu swej świadomości do owego pojemnika stajemy się nieśmiertelni. Cybermózg zaś staje się częścią jednego z dibeków, mechanicznych manekinów sterowanych poprzez połączenie z siecią, lub bezpośrednio przez mózg właściciela.
Ludzkość wkracza w zupełnie nową erę, osiągając prawie maksimum tego, co mogła nadal pozostając w ciemnościach. Nikt przecież nie przepuści okazji, by skorzystać na najnowszym wynalazku. Nie chodzi tu nawet o korzyści finansowe, jako że pieniądze stały się zjawiskiem wielowymiarowym. Władza jednak pozostaje absolutem, celem niezmiennym od setek, tysięcy lat. Zatem możemy być pewni, że po raz kolejny koła historii będą znaczyć rdzawe piętna krwawych rozgrywek. W centrum tego całego bałaganu nie może oczywiście zabraknąć powoli orientującego się w sytuacji Gamedeca. Zrobi się naprawdę gorąco, gdy uzmysłowi on sobie w jakie bagno wdepnął.
Marcin Przybyłek, Gamedec: Sprzedawcy lokomotyw, Supernowa, ISBN 83-7054-179-8, s. 398
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).
Dodaj komentarzy






