Archiwum 2000-2009
grudzień 2000 | styczeń 2001 | luty 2001 | marzec 2001 | kwiecień 2001 | maj 2001 | czerwiec 2001 | lipiec 2001 | sierpień 2001 | wrzesień 2001 | październik 2001 | listopad 2001 | grudzień 2001 | styczeń 2002 | czerwiec 2003 | czerwiec 2004 | lipiec 2004 | sierpień 2004 | wrzesień 2004 | październik 2004 | listopad 2004 | grudzień 2004 | styczeń 2005 | luty 2005 | marzec 2005 | kwiecień 2005 | maj 2005 | czerwiec 2005 | lipiec 2005 | sierpień 2005 | wrzesień 2005 | październik 2005 | listopad 2005 | grudzień 2005 | styczeń 2006 | luty 2006 | marzec 2006 | kwiecień 2006 | maj 2006 | czerwiec 2006 | lipiec 2006 | sierpień 2006 | wrzesień 2006 | październik 2006 | listopad 2006 | grudzień 2006 | styczeń 2007 | luty 2007 | marzec 2007 | kwiecień 2007 | maj 2007 | czerwiec 2007 | lipiec 2007 | sierpień 2007 | wrzesień 2007 | październik 2007 | listopad 2007 | grudzień 2007 | styczeń 2008 | luty 2008 | marzec 2008 | kwiecień 2008 | maj 2008 | czerwiec 2008 | lipiec 2008 | sierpień 2008 | wrzesień 2008 | październik 2008 | listopad 2008 | grudzień 2008 | styczeń 2009 | luty 2009 | marzec 2009 | kwiecień 2009 | maj 2009 | czerwiec 2009 | lipiec 2009 | sierpień 2009 | wrzesień 2009
Do zobaczenia w piekle. Kresowa apokalipsa: Ukraina, Polska, Białoruś, Łotwa
Książki [15.02.09]
Zbiór reportaży Do zobaczenia w piekle to książka o okrucieństwie, o apokalipsie, jaką był w Europie Wschodniej wiek XX.
Książka Wojciecha Pestki to zbiór opowieści o mieszkańcach Kresów skazanych na piekło wygnania, zmuszonych do wyrzeczenia się języka i wiary.
Bohaterami tych reportaży są ludzie wyrwani z objęć śmierci, będący do dziś zakładnikami Historii, m.in.: Alfred Schreyer – jeden z ostatnich żyjących uczniów Brunona Schulza; Irena Sandecka – ucząca potajemnie dzieci języka polskiego, autorka "Elementarza Krzemienieckiego"; Stanisław Vincenz – miłośnik i znawca Huculszczyzny i Pokucia oraz łotewski poeta Knuts Skujenieks – jeden z najwybitniejszych poetów łotewskich, odznaczony orderem de Isabella Catolica.
Wojciech Pestka (ur. 1951) poeta, prozaik, tłumacz. Ukończył matematykę na Uniwersytecie Lubelskim. Wędrował przez Polskę, ciągle szukając swojego miejsca. Był pracownikiem naukowym, ogrodnikiem, informatykiem. W końcu lat 70. osiadł na wsi. Współpracuje m.in. z „Twórczością” i „Odrą”. Jego wiersze i opowiadania były tłumaczone na łotewski, białoruski, ukraiński. W 2009 roku ukaże się w Kijowie w tłumaczeniu na ukraiński zbiór jego opowiadań pt. "Ballada o żyletce".
Fragment:
Kolaż z bladym księżycem nad miastem
Pół miasta stanowili Polacy, pół miasta Ukraińcy, trzecią połowę Żydzi. Półtora miasta. Razem, według danych z 1921 roku, Drohobycz liczył 26 736 mieszkańców. Przeglądam stare pocztówki. Rynek. Rozrzucone w nieładzie chłopskie furmanki, długie chałaty chasydów, kobieta w białej sukni po kostki i równie białym kapeluszu, meloniki, dorożki, worki, nad którymi jak w modlitwie pochylają się dwaj Żydzi.
Poniedziałek, czas zamknięty w zaklętym kręgu kolejnych dni. Poniedziałek, wpisany w niespieszny kalejdoskop pór roku. Wiadomo tylko, że duży targ na rynku w Drohobyczu, że poniedziałek. Nie słychać turkotu drewnianych kół, rżenie koni nie miesza się z krzykami sprzedawców. Strzępy dających się odczytać pod lupą napisów z szyldów „...Towarzystwo”, „Teofil Jabłoński”, „Skład”, „Фризйер”. Wokół ratusza drewniane budy straganów z wystawionym przed drzwi towarem. Świat, który przeminął, szczelnie okryty płaszczem milczenia. Księga piasku.
Wieczorem ostrożnie, żeby wyminąć kałuże, idę po drewnianych krawężnikach ulicy Solny Stawek. Patrzę na stłoczone drewniane domki, postawione byle jak, zabite na krzyż deskami, zasłonięte do połowy okna, w których królują pelargonie. Na sznurach naciągniętych pomiędzy zdziczałymi jabłoniami w ogrodzie szarzeje pościel. Pusto, mieszkający tu ludzie ukryli się za zamkniętymi drzwiami koślawych chałup, jakby chcieli przeczekać, ominąć ten powracający, cudzy czas. Nad pordzewiałymi dachami cierpki, blady jak z odpustowego landszaftu księżyc obok kościelnej wieży. Tu, w Drohobyczu, urodził się, jako „dziecko nieślubne”, według wpisu do księgi metrykalnej, 12 lipca 1892 roku, Bruno Schulz, najmłodszy syn Jakuba Schulza, właściciela bławatnego sklepu, i Hendel Henrietty z domu Kuhmerker. Tekst aktu odnotowuje, że ojciec dziecka „przyznał się do ojcostwa” i zawarł „z matką tego dziecka” związek małżeński wedle wymogów ustawy cywilnej dnia 8 X 1892 r. – przytoczę za Jerzym Ficowskim ten mało znany fakt (J. Ficowski Okolice sklepów cynamonowych, Kraków–Wrocław 1986). To tylko formalna figura w urzędniczym tanecznym procederze. Jego rodzice wcześniej zawarli ślub zgodnie z zasadami wiary, ważny w obliczu Boga, ale niewystarczający w świetle obowiązującego w Galicji prawa. W tym kontekście urzędowy termin, określenie byłych właścicieli realności, użyte w akcie metrykalnym dla określenia zmarłych rodziców panny młodej, tak poetycko i filozoficznie nośne, brzmi jak modlitwa zaklinająca pozaziemską rzeczywistość.
Już nikt z żyjących w Drohobyczu nie może pamiętać Jakuba, ojca Brunona Schulza. Zmarł 22 czerwca 1915 roku, w tym samym roku spłonął dom przy Rynku 12, w którym mieścił się sklep. I pozostaje nam tylko zapisany przez Jerzego Ficowskiego strzęp relacji doktora Kaufmana: Sklep prowadzony był pod firmą „Hariette Schulz” i znajdował się na początku ulicy Mickiewicza tuż obok sklepu jubilerskiego Józefa Hamermana. Widywałem często Jakuba Schulza siedzącego przed sklepem – zwyczajnie w lecie – najczęściej w niedzielę przed południem, gdy sklep oficjalnie był zamknięty, a on witał się z klientami, którzy przyjeżdżali z Borysławia.
„Galicyjska Oklahoma” – mówiono o Borysławiu. Mała mieścina w pobliżu Drohobycza za sprawą płytko zalegającej ropy naftowej przeżyła szok. Niewyobrażalne fortuny rodziły się tu z dnia na dzień. Miasteczko puchło, przyciągając bezrobotnych, spekulantów i oszustów – „poszukiwaczy skarbów”. Każdego dnia wyrastały nowe, sklecone jeden na drugim, naprędce, prymitywne szyby naftowe. Przepych i bogactwo sąsiadowały tu z bezgraniczną nędzą. W ciągu kilku lat od rozpoczęcia eksploatacji to zapomniane przez Boga miasteczko znalazło się na trzecim miejscu na świecie pod względem wydobycia. Tysiąc trzysta szybów, dziesięć tysięcy robotników. Biura turystyczne w swoich reklamach wymieniały pożary szybów naftowych jako największą atrakcję Borysławia.
Alfred Schreyer, z którym rozmawiam o Schulzu, urodził się od niego znacznie później, 8 maja 1922 roku. Jego rodziców spis mieszkańców z 1921 roku nie obejmował, mieszkali w Niegłowicach. Ojciec – absolwent niemieckiej uczelni, doktoryzowany w Zurychu, pracował w tym czasie w Jaśle w rafinerii. Wielki kryzys z początku XX wieku zmusił ich do powrotu we wrześniu 1932 roku do Drohobycza...
Wieczór. Blady księżyc na tle szarego, jakby pokrytego kurzem nieba. Na „dzwonnej” wieży tłusto lśni w świetle brązowa pamiątkowa płaskorzeźba. Jeźdźcy na koniach, z uniesionymi szablami, widły, kosy, trudny do przeczytania napis: Jesienią 1648 roku chłopsko-kozackie zagony oraz powstali mieszkańcy miasta i okolicznych wsi rozgromili polsko-szlacheckie wojska i wyzwolili miasto.
Stąd krok do rynku. Siadam na ławce z butelką piwa. „Lwiwskie”. Tu jeszcze zakazy spożywania napojów alkoholowych w miejscach publicznych nie obowiązują. Mam w myślach obraz... tych starych i pełnych godności kupców, którzy obsługiwali klientów ze spuszczonymi oczami, w dyskretnym milczeniu, i pełni byli mądrości i wyrozumienia dla ich najtajniejszych życzeń (...). Gdzie indziej stały grupy Żydów w kolorowych chałatach, w wielkich futrzanych kołpakach przed wysokimi wodospadami jasnych materii. Byli to mężowie Wielkiego Zgromadzenia, dostojni i pełni namaszczenia panowie, gładzący długie, pielęgnowane brody i prowadzący wstrzemięźliwe i dyplomatyczne rozmowy. Ale i w tej ceremonialnej konwersacji, w spojrzeniach, które wymieniali, był błysk uśmiechniętej ironii. Wśród tych grup przewijał się pospolity lud, bezpostaciowy tłum, gawiedź bez twarzy i indywidualności. Wypełniał on niejako luki w krajobrazie, wyścielał tło dzwonkami i grzechotkami bezmyślnego gadania (Sklepy Cynamonowe [w:] B. Schulz Proza, Kraków 1973).
Ulica opada w dół, idę między opustoszałymi straganami targowiska. Wąskie korytarze zadaszonych kramów, stosy gnijących odpadów, puste kartony, folia z opakowań pod nogami. Watahy zdziczałych zwierząt – psie oczy patrzą wrogo, podejrzliwie. Na skrzyżowaniu zbierają się do odjazdu ostatnie przed nocą „marszrutki”. „Żydowski Łan”. Kiedyś poza granicami właściwego Drohobycza. Tu od 1616 na wydzielonym obszarze królewskiego łanu mieli prawo osiedlać się Żydzi. Stąd nazwa. Wielka synagoga. Największa w Galicji. Monumentalna. Wzorowana na tej z niemieckiego Kassel.
Hitlerowcy zrobili w niej stajnię, Sowieci sklep meblowy.
– Ci Żydzi (szmule), którzy tu mieszkali, na „łanie”, w tych chylących się, rozpadających domkach, żyli z żebraniny, jałmużny, ale większość mieszkańców stanowili ludzie dobrze sytuowani, adwokaci, bankierzy, lekarze, przedsiębiorcy, najwięcej inteligencji było wśród Żydów – opowiada Alfred Schreyer. – Jestem tu ostatnim urodzonym przed wojną drohobyckim Żydem. Ta gmina żydowska teraz, pożal się Boże, sto sześćdziesiąt, może dwieście osób, bo jak można inaczej powiedzieć, nas przed wojną było piętnaście tysięcy. Tutaj życie kwitło.
– Naukę zacząłem w 1932 roku od Szkoły Koedukacyjnej imienia Henryka Sienkiewicza. Robiłem tam pierwszą i drugą klasę starego typu. W tym czasie wchodziła w życie reforma szkolnictwa. Czteroletnie gimnazja i dwuletnie licea. Tam w drugiej klasie naszą opiekunką była pani Józefina Szelińska, narzeczona Brunona Schulza, osoba nadzwyczajnie dystyngowana. – Schreyer akcentuje ostatnie słowo. – Na swoje urodziny zapraszała wszystkich uczniów, całą klasę do siebie. Rozmowy, słodycze, herbata, śmiechy... to dopiero było.
(...)
Spis treści:
Księga piasku
Kolaż z bladym księżycem nad miastem
Chatyń. Obszar zamierzonej tragedii
Nie rzucim świątyń... Obrachunek z sumieniem
Księga przeznaczenia
„On jest stamtąd, skąd wszyscy”
Czetwertyna znaczy czwarta część
Daugava – Rzeka Przeznaczenia
Księga świadectw
Ręka, noga, mózg na ścianie
Krzemieniecki Elementarz. Kto ty jesteś?
Białorusy, Białorusy...
Księga liczb
My z Workuty
Dwie kobiety w podeszłym wieku
Księga osobna
Proporce jeźdźców niezapowiedzianej apokalipsy
Księga wiatru
Samuraj z Rakowa na Białorusi
Pocztówka z Salaspils – impresja
„Krew i popiół Drażna”
Tytuł: Do zobaczenia w piekle. Kresowa apokalipsa: Ukraina, Polska, Białoruś, Łotwa
Autor: Wojciech Pestka
Wydawnictwo: Prószyński i Ska
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2009
ISBN: 978-83-7648-012-1
Format: 125mm x 195mm
Objętość: 200s.
Oprawa: miękka
Cena detaliczna: 28,00 zł
(Informacja nadesłana. Opracowała Anna M.)
Polecamy
- Uwikłanie" Zygmunta Miłoszewskiego - trwają zdjęcia do filmu na motywach powieści!
- Autorzy książki „Prawdziwy koniec wojny jest przed jej początkiem” w Muzeum Powstania Warszawskiego
- 12-ta rocznica śmierci Zbigniewa Herberta
- Polscy i niemieccy pisarze o przemocy
- Johan Theorin laureatem CWA International Crime Dagger 2010!
- Kulturalny Polak w liczbach
- 100 książek, które musisz przeczytać przed śmiercią
- Zmarł Andrzej Falkiewicz
- Rewelacje na temat Polski w irlandzkim podręczniku
- Chomikuj.pl - już wkrótce połączymy siły wydawców i internautów
- Wojciech Bobilewicz, „Trzy filiżanki Etiopii”
- Grzegorz Miecugow - Przypadek
- Izabela Szolc - Naga
- Nadja Szagdaj - Przepowiednia
- Andrzej Margasiński, "Rodzina alkoholowa"
- M. Dunin-Wąsowicz, "Suwerenność i pieniądz w Europie 1870-2002"
- K. Metelska-Szaniawska, "Konstytucyjne czynniki reform gospodarczych"
- Michał Zichlarz, "Afryka gola!"
- Małgorzata Rejmer, "Toksymia"
- Christian Born, "Piekło Gutenberga"
- Marcin W Solarz, "Trzeci świat"
- Przestrzeń edukacyjna - dylematy, doświadczenia i oczekiwania społeczne
- Igor Stokfiszewski, "Zwrot polityczny"
- Ewa Zienkiewicz, "Beata"
- Maciej Gierszewski, "Luźne związki"
- Cay Rademacher, "In nomine mortis"
- Czesław Kupisiewicz, "Szkice z dziejów dydaktyki"
- Hans-Georg Gadamer - Teoria, etyka, edukacja. Eseje wybrane
- Jacques Le Goff - Historia i pamięć
- Erwin Panofsky, "Perspektywa jako `forma symboliczna`"



